Niepokalanów, 11 XI 1936
Maryja!
Drogi Ojcze Gwardianie!
Przepraszam, że tak opóźniam się z odpisywaniem. Dzięki Niepokalanej, żeście tak szczęśliwie dojechali [1]. Miło wspominam sobie pracę na terenie misyjnym i pragnąłem tam złożyć kości jako fundament pod trwałość placówki, ale Wola Niepokalanej ponad wszystko, nawet ponad pracę misyjna.
Cieszymy się wszyscy z rozmowy z Lo-Pa-Hongiem w Szanghaju. Kogo by tam posłać z młodych ojców? Jak Ojciec uważa? Czy o. Pacyfik się nadaje? Na razie mało jeszcze znam ojców, co by byli gotowi na wszystko dla Niepokalanej.
Na epilepsję nie mają jeszcze lekarze lekarstwa, ale podobno przytycie [a] pomaga nieco. - Warto by pomówić z lekarzem Fukahorim, bo to już po br. Celestynie i Romualdzie trzeci wypadek. Co na to wpływa? Czy to się udziela? Był u nas pewien czas chłopiec Tajiri, o którym potem słyszałem, że miewał napady epilepsji. Czyby i jego odwiedziny miały też jakiś wpływ?
Co do przysłania kucharza, krawca i stolarza z fachem i "głową" zrobię, co będę mógł, chociaż na razie za mało zwracano tu uwagę na kształcenie fachowe, a raczej nawał pracy i brak rąk powodowały ciągłe przerzucanie sił. Teraz przyjmuje się dużo (do 100 aspirantów) i ufam, że Niepokalana pozwoli dojść do równowagi.
Br. Ludwik ma podobno nawet braki w wykształceniu, bo mu ciężko szło, więc nie zawadziłoby dokształcenie [2].
Staramy się już o pozwolenie wywozu do 2.000, a także o pozwolenie posłania groszy na powrót o. Aleksego przez Syberię (wedle listu N. O. Prowincjała, który dziś dostałem).
Niepokalana prowadzi swoje dzieło silną a miłosną ręką coraz dalej, byśmy tylko dali się Jej prowadzić.
Z prośbą o modlitwę, bym nie dał rady Niepokalanej przeszkadzać
br. Maksymilian M-a
[Dopisek] Przy sposobności biskupowi [3] moje uszanowanie "Yoroshiku".



